Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
5.Jasper
[
Powrót]
Twoja opinia...
-Alice podzieliła się ze mną swoją wizją, wczoraj wieczorem.-kontynuował Carlisle.
Ja nadal milczałam, nie wiedząc jak zareagować. Od śmierci rodziców, przez moją głowę przelatywało wiele myśli, możliwości...sam pomył żeby stać się wampirem narodził się krótko przed przyjazdem do Forks. Jednak nie poświęcałam mu zbyt wiele uwagi, przynajmniej nie na tyle żeby martwić się, że Alice może coś zobaczyć. Teraz przekonałam się, że źle oceniłam możliwości wampirzycy.
-Przyznaje, że dzisiejsze polowanie jest mi na rękę.-Wyznał doktor nie doczekawszy się z mojej strony odzewu. -Przypuszczam, że nie czuła byś się komfortowo, ze świadomością, że każdy nas słyszy.
Kiwnęłam głową. Doktor jak zawsze myślał o wygodzie innych, a nie swojej.
-Jedno mnie zastanawia.
Spojrzałam na niego nie wiedząc czego mam się spodziewać. Jego głos wydawał się smutny i rozczarowany.
-Co Cie skłoniło do takich myśli?
Zrezygnowana spojrzałam mu w oczy. Dlaczego on to robił? Dlaczego wpatrywał się we mnie jak ojciec w córkę?
-Twoich rodziców zabił wampir. Czy to nie wystarczający powód, żeby znienawidzić naszej rasy? -szepnął.
-Właśnie dlatego chce zostać wampirem.
Mój głos wydawał się twardy i zdecydowany. Wypowiadając te słowa na głos, poczułam że taka jest prawda, że to właśnie zobaczyła Alice. Już dawno podjęłam decyzje, nie do końca tego świadoma.
Carlisle zamrugał zaskoczony i zagłębił się głębiej w swój fotel.
-Chce przejść przemianę, właśnie dlatego, że moich rodziców zabił wampir. Chce dokonać zemsty, a jako człowiek nie będę w stanie tego osiągnąć. -Nawet nie wiem kiedy wstałam i zaczęłam krążyć po pokoju. -Chce wiedzieć dlaczego musieli zginąć. To nie był typowy atak wampira.
-Skąd...
-Słyszałam rozmowę Iriny i Eleazara.-Wytłumaczyłam.
Prawda była taka, że dowiedziałam się przez przypadek o tym wszystkim, właśnie przez nieuwagę wampirów z Alaski.
-Był jakiś powód i chce się dowiedzieć jaki. Chociaż miało by to oznaczać stanie się jednym z was.
Nastała tak dokuczliwa cisza, że musiałam usiąść. Zmęczyła mnie ta przemowa.
-Masz rację, jednak jest kilka spraw...które uniemożliwiają mi udzielenie Ci pomocy w tej kwestii.
Skinęłam głową. Ta rozmowa była za trudna.
-Po pierwsze i najważniejsze, nie mogę tego zrobić, ponieważ James by tego nie chciał.
-Mój ojciec?Ale co on...
I wtedy to do mnie dotarło. Zrozumiałam. On wiedział. Wiedział czym jest jego najlepszy przyjaciel. Wiedział i nigdy w żaden sposób nie dawał po sobie poznać, jaka tajemnica na nim ciąż. Mało tego, on prawdopodobnie wiedział co się z nim dzieje! Wiedział kto zabija jego i moją matkę. Wiedział...i nie miał czasu poprosić o pomoc przyjaciela...
-To...to...nie może...
Łzy nabiegły mi do oczu i powoli zaczęły spływać po policzkach. Nie płakałam od dnia pogrzebu i nie byłam w stanie powstrzymać tego. Dlaczego nie mogę być normalną nastolatką? Z problemami jak inni? Nieświadoma istnienia stworzeń poza ziemskich? Dlaczego moim jedynym zmartwieniem nie jest jak ukryć przed rodzicami papierosów? Dlaczego nie mogę płakać z powodu złamanego serca, przez jakiegoś cholernego nastolatka ze szkoły? Dlaczego...
Doktor spuścił tylko wzrok i pokiwał smutno głową.
-Jak się dowiedział? -Wyszeptałam oszołomiona.
-Przez przypadek. Jak Ty. -Spojrzał na mnie i uśmiechnął delikatnie. -Ale to go nie powstrzymało przed przyjaźnią ze mną. Był wspaniałym mężczyzna.
Pokiwałam głową. Za dużo tego było. Nie na jeden dzień. Nie na jedno życie.
-Jesteś strasznie do niego podobna.
Zaśmiałam się przez łzy.
-Twój ojciec to niejedyny powód.
Co jeszcze mogło mnie dzisiaj zaskoczyć? Chyba nic...
-Musisz wiedzieć, że nie tylko twój ojciec posiadał taką wiedzę. Nie bez powodu, mieszkamy w Forks tak często. -Doktor wstał i podszedł do dużego okna. -Jakieś siedemdziesiąt lat temu, przybyliśmy tu po raz pierwszy. Z powodu naszych, powiedzmy upodobań klimatycznych, mamy nie duże pole manewru, jeśli chcemy współegzystować z ludźmi.
-Słońce.
-No właśnie. Gdy trafiliśmy tutaj, przyszło nam się zmierzyć z kolejnymi istotami jak z horroru.
Zaśmiał się ciepło, a mnie przeszły ciarki. Przecież to niemożliwe, żeby on wiedział o...
-Nazywają siebie 'zmiennokształtni'. Początkowo braliśmy ich za wilkołaki, ale jak się później okazało nasze skojarzenie było błędne. Ich rasa wywodzi się od przodków, w co nie będę się teraz zagłębiał.
...Samie.
-Początkowo byli do nas wrogo nastawieni, po wcześniejszych kontaktach z naszymi pobratymcami. Po dłuższych rozmowach, udało się nam jednak ich przekonać do naszych pokojowych nastawieniach. W ten sposób doszło do zawarcia pewnego paktu pomiędzy naszymi rasami.
A jednak udało mu się mnie jeszcze bardziej zszokować. Wiedział o Samie. Wiedział o nim więcej niż ja.
Carlisle kontynuował, źle interpretując szok na mojej twarzy.
-Ustaliliśmy, że nie skrzywdzimy nikogo na tych ziemiach, czy to w celu pożywienia, czy chęci przemiany kogoś. W zamian, Ci obiecali nam dyskrecję i pokojowe nastawienie. W tej sytuacji, musisz zrozumieć nasze położenie.
Kiwniecie głową. Tylko na tyle było mnie stać. Czy ten dzień mógłby być bardziej szalony?
Przez kilka minut w pokoju panowała grobowa cisza. Chciałam wyjść stamtąd, uciec daleko. Do domu, na Alasce. Gdziekolwiek, byle uciec od tych rewelacji.
Doktor przerwał panującą cisze, sprowadzając mnie tym samym na ziemię.
-Chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat. Spokojnie, to sprawa czysto formalna. -dodał widząc moją zbolała minę. -Chodzi o liceum.
Odetchnęłam z ulgą. Tak tego mi było trzeba, jakiegoś neutralnego, zwykłego problemu.
-Tak?
-Wydaje mi się, że pora Cie zapisać. Nie robiliśmy tego z Esme, bo nie wiedzieliśmy czy będziecie chcieli tu zostań.
-Nie mam innego domu. -Te słowa uderzyły we mnie.
Bolesna prawda.
-Mamy pewne możliwości, jeżeli chodzi o dane osobowe. Sama rozumiesz, żyjąc kilka set lat, musimy mieć fałszywe papiery.
-Co w związku z tym? -nie rozumiałam do czego zmierza doktor.
-Jeśli chciała byś, z Kurtem, zmienić nazwisko, jakieś dane, przed zapisaniem do szkoły, możemy wam to umożliwić.
Taka możliwość mnie zainteresowała. Nigdy nie brałam czegoś takiego pod uwagę, ale patrząc na zaistniałą sytuację...
-Pomyślę nad tym.
Doktor znowu zaszczycił mnie swoim ojcowskim uśmiechem, a ja cicho opuściłam pokój.
Następnego dnia, jak przewidziała Alice, cała piątka została w domu z powodu wyjątkowo słonecznego dnia. Dokładając do tego polowanie z poprzedniego dnia, cala rodzina pałała entuzjazmem i dobrym nastrojem. Najlepiej bawił się Kurt, który był dosłownie rozchwytywany przez każdego członka rodziny. Czując jak dobry nastój domowników ogarnia i mnie, postanowiłam spędzić ten dzień z nimi. Wydarzenia z poprzedniego dnia dawały mi znać w nocy, której naturalnie nie przespałam, dlatego postanowiłam dzisiaj o nich nie myśleć, zwłaszcza o spotkaniu z Samem i ojcu.
-Rill! Zlób ciasteczka!
Mój brat zapiszczał, w objęciach Rose.
-Czemu nie?
Wysłałam mu całusa i skierowałam do kuchni. Jako córka włoszki o zamiłowaniach kulinarnych, zgrzeszyła bym nie posiadając jakichkolwiek uzdolnień gastronomicznych, mimo całkowitemu oddaniu medycynie. Matka zawsze narzekała na mnie, że zamiast uczyć się pożytecznych rzeczy, takich jak gotowanie, przesiaduje całymi dniami w szpitalu, obserwując ojca.
-Hmmm cynamonowe -do kuchni wszedł Jasper i uśmiechnął do mnie przyjacielsko.
To zadziwiające, ale wampir zachowywał się przy naszej dwójce, jakby nigdy nic. Nawet Carlisle był tym zaintrygowany, z kolei Jasper był zachwycony całą sytuacją i przebywał w naszym towarzystwie jak tylko często mógł.
-A jakie smaczne! -wyszeptałam teatralnie. -Może jednego?
Wyciągnęłam w jego kierunku talerz z ciepłymi jeszcze ciastkami. Jakie było moje zdziwienie, gdy chłopak wziął jedno i ugryzł spory kawałek.
-No co? -zaśmiał się na widok mojej miny.
Wskazałam na ciastko w jego ręce.
-Wy...jecie?
To stwierdzenie bardzo go rozbawiło, bo zaniósł się głośnym śmiechem, podobnie Emmett w sąsiednim pokoju.
-Mówiłem, że z nią nie da się nudzić! -krzyknął.
-Darmowa rozrywka! -okrzyknęłam, chodź nie było to konieczne.
Spojrzałam ponownie na Jasper.
-Jecie? -powtórzyłam.
-Ludzkie jedzenie nie jest nam potrzebne, nie dostarcza odpowiednich składników do naszego organizmu. -przyznał. -Ale to nie znaczy że nie możemy jeść, czy pić. Nadal czujemy smak.
Wywróciłam oczami i włożyłam rękawice kuchenne, żeby wyciągnąć kolejną blaszkę z dużego piekarnika.
-Cholera. -Zaklęłam, gdy moja skóra otarła się o ostrą krawędź blachy.
W tej chwili cienka ranka na mojej ręce zaczerwieniła się. Nie musiałam patrzeć na pojawiającą się na niej krople krwi. Nie ponieważ uświadomiłam sobie, że za plecami mam najbardziej nieokrzesanego wampira w domu.
Jedyne co do mnie docierało to głośny i tubalny krzyk Emmetta, który już nie był tak przyjazny jak chwile wcześniej.
-Jasper.
Inconnu 22.01.2010
Zapraszam na czwarty rozdział opowiadania.
[forkscity]
Madziak'95 25.04.2010
| brak www IP: 83.20.50.73
Zapraszam na 3 rozdział ;*
[forkscity]
Madziak'95 05.04.2010
| brak www IP: 83.20.41.49
Zapraszam na drugi rozdział, czyli nową notkę :*
[forkscity]
Madziak'95 01.04.2010
| brak www IP: 83.20.44.102
Zapraszam na rozdział I
[forkscity]
Madziak'95 20.03.2010
| brak www IP: 83.20.46.123
NN na forkscity, zapraszam
Madziak'95 13.03.2010
| brak www IP: 83.20.45.148
Przeczytałam. Czekam na kolejną część.
Dannonnek 12.03.2010
| brak www IP: 95.160.153.115
Zapraszam na urodzinową notkę!
[forkscity]
Madziak'95 10.03.2010
| brak www IP: 83.20.60.153
Zapraszam na NN
[forkscity]
Maddie. 20.02.2010
| brak www IP: 83.20.52.233
Może zgłosisz się do oceny?;)
Muminka & Epitafium. 19.02.2010
|
http://oceny-z-charakterem.wjo.pl IP: zalogowany
Pośród tych kilku komentarzy szukam swojego, który, jak mniemałam do tej pory tu dodałam. Przeczesując po raz kolejny ów komentarze dochodzę do wniosku,że pasowałoby zatem napisac jeszcze raz. Ja tam, wbrew innym komentarzom, nie smucę się powiązaniami ze Zmierzchu,sądzę bowiem,że to właśnie dzięki niemu zaczęłaś pisać to opowiadanie ;) Tak czy owak, zapraszam na moje opowiadanie o wampirach, nieco różniące się od twojej, jak i od oryginalnej wersji :)oto jego adres: www.cold-affection.blog.onet.pl :))
Panna Aleksandra 15.02.2010
|
http://sparkilingcoke.wjo.pl IP: zalogowany
Podstrona:
*1* /
2 /
3
+SZABLON©
Wykonanie: Inconnu
Zdjęcia: wygrzebane z czeluści dA oraz google
Hostowane przez: Blog4u.pl